Jesień, nie zważając na to, że już prawie lato, wdarła się niespodziewanie w życie E. Jesień była tylko znakiem, że coś się kończy. Niedługo nastanie zima, emocjonalna i psychiczna zima. E. czuł to bardziej niż namacalnie. Zamarznie serce i wyda z siebie głuche sople, które będą zwisać złowrogo nad duszą, przywiązaną u spodu i czekającą na to, aż pierwszy z lodowych pocisków oderwie się od serca i spadnie, wbijając swoje mroźne ostrze w bezbronną duszyczkę.
Do głosu - a głos ten dla E. był co najmniej ohydny - doszedł także demon południa, który wykorzystał nadarzającą się możliwość wprowadzenia zamętu do głowy, serca i duszy E. Acedia rozpoczęła się na dobre, w połowie wędrówki na szczyt świętości. A może to nie była nawet połowa. Na pewno nie była.
E. zawsze chciał odtańczyć hakę. Jako że jego organizm nie jest przystosowany do wykonywania tak skomplikowanych ruchów, E. musiał się zadowolić specjalną formą haki duchowej, którą opracował na swoje potrzeby. Ka mate, ka mate! Ka ora! Dla E. życie było walką na śmierć i życie, oczywistą i konieczną. Walczył głównie z demonami, bo świat, mimo mniejszych lub większych przyjemnostek, znajduje się w stanie permanentnej wojny. Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony...
Do głosu - a głos ten dla E. był co najmniej ohydny - doszedł także demon południa, który wykorzystał nadarzającą się możliwość wprowadzenia zamętu do głowy, serca i duszy E. Acedia rozpoczęła się na dobre, w połowie wędrówki na szczyt świętości. A może to nie była nawet połowa. Na pewno nie była.
E. zawsze chciał odtańczyć hakę. Jako że jego organizm nie jest przystosowany do wykonywania tak skomplikowanych ruchów, E. musiał się zadowolić specjalną formą haki duchowej, którą opracował na swoje potrzeby. Ka mate, ka mate! Ka ora! Dla E. życie było walką na śmierć i życie, oczywistą i konieczną. Walczył głównie z demonami, bo świat, mimo mniejszych lub większych przyjemnostek, znajduje się w stanie permanentnej wojny. Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony...


